poniedziałek, 16 maja 2011

Rozdział XIII

ROZDZIAŁ   XIII

W samolocie:
- Iwona? - próbował zacząć rozmowę Patryk
- Nie gadam z Tobą. A Ty nie patrz się tak na mnie! - zwróciłam się w stronę Stelmacha - dajcie mi święty spokój!
Pech chciał, że miejsce w samolocie miałam między tymi dwoma panami. Założyłam słuchawki od iPoda i zaczęłam kreślić na kartce przydział siatkarzy dla mnie i Justyny. Jej przydzieliłam: Łomacza, Jarosza, Gruszkę, Gacka, Bąkiewicza, Winiarskiego i Czarnowskiego. Dla siebie wzięłam bardziej rozgarniętych: Zagumnego, Wlazłego, Ignaczaka, Plińskiego, Możdżonka, Kurka i Ruciaka. Teraz ta kartka musiała dotrzeć do Justyny, która siedziała obok Wlazłego i Castelaniego, na samym przodzie kadłuba. No pięknie. Przede mną siedział Bąku z Danielem i Winiarem.
- Mógłbyś podać tą kartkę Justynie? - zagadałam do Bąkiewicza wyjmując słuchawki z uszu. Zabrał kartkę po czym wnikliwie ją analizował.
- Widzę, że masz mnie dosyć.  - rzucił ozięble w moją stronę Bąku
- To Ty ze mną nie gadasz a ja nie wiem dlaczego...
- Nie mam słów do Ciebie - zmierzył mnie wzrokiem, podał kartkę Justynie. Zrobiło mi się przykro. Mój narzeczony zaczął mnie olewać! Zerwać zaręczyny? Nie... nie, to tylko chwilowy kryzys.
- Iwona? - powiedzieli jednocześnie Stelmach z Czarnowskim
- Nie wyraziłam się jasno? - zadałam pytanie - Nie gadam z Wami. - krzyknęłam na cały samolot i poczułam na sobie wzrok wszystkich pasażerów.

***

Ta "cudowna" podróż w końcu dobiegła końca. Wchodząc do hotelu Castelani powiedział tylko, że mamy 2 godziny czasu dla siebie, później czas na trening. "Miłych" niespodzianek dzisiaj nie brakowało. Miałam z głowy rozmowę z Czarnowskim i drugim trenerem, do tego dochodził jeszcze Bąkiewicz i Pliński, bo kolega oczywiście musiał trzymać stronę swojego najlepszego kumpla.
- Przeszła Pani złość? - z wielkim bananem zapytał Łomacz
- Nie! Uważaj, bo się przeżuci na Ciebie! - ucięłam wszystkie jego pytania i weszłam do swojego pokoju. W końcu...
- Co Ty tu robisz? - usłyszałam głos zza pleców. Nie odwracając się sprawdziłam breloczek przy kluczach, 77!
- Co jest? U siebie jestem. - pokazałam Michałowi B. klucz
- To widzisz, mamy problem, bo ja też. - był stanowczy
- Czemu taki jesteś? - zapytałam
- Jaki? Zraniłaś mnie! Nie usłyszałem nawet głupiego przepraszam... - ciągnął. Podeszłam do niego. Próbowałam przytulić się do jego pleców.
- Przepraszam... - wyszeptałam. Odwrócił się przodem do mnie. Objął mnie najmocniej jak potrafił - Gdy Bartek mi powiedział... - przerwał moją wypowiedź pocałunkiem
- Nie rozmawialiśmy o tym, hm? - przytaknęłam - nasi przyjaciele się postarali, zobacz! - wskazał widok za oknem.
- Cudownie! - uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam go.
No ale nie może być zbyt miło. Do pokoju wparował Daniel Castelani. Mówił coś po włosku. Muszę podszkolić ten język. Gdy wyszedł Michał zaczął się śmiać i tarzać po dużym, małżeńskim łożu. 
- Co jest? - zaczęłam również "się brechtać"
- Szkoda, że nie widziałaś swojej miny! - wciąż nie przestawał się śmiać
- Co on mówił? Przestań już! - spoważniałam
- Mówił, że dzisiaj TY poprowadzisz trening, bo trenerzy razem ze mną idą na konferencję - dumnie wypiął pierś
- Mogę Ci zadać pytanie? - kiwnął głową siadając na łóżku, patrząc mi w oczy - Czy Ty wiedziałeś że ten... ten Patryk, który bezczelnie nade mną mieszka, będzie na kadrze?
- Dowiedziałem się wczoraj - powiedział szczerze
- To czemu mi nie powiedziałeś? - chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam - dobra, nie ważne. A czy poza mną ktoś jeszcze nie wiedział?
- Nie. Wszyscy wiedzieli, nawet Sylwia. A ten pomysł był Winiara, żeby Cię trochę podręczyć. - za późno ugryzł się w język - o cholera!! - po chwili zobaczył moją twarz z cwaniackim uśmiechem wychodzącą z pokoju. 
- Zrobię wam armagedon, moi drodzy! - powiedziałam do siebie a później z całych sił krzyknęłam - ZA 5 MINUT TRENING!!!
po czym zaczęłam się złowieszczo śmiać!

* u Sylwii i Bartka *

Siedzieli na łóżku obejmując się. Żadne z nich nie chciało wracać do wydarzeń sprzed kilku tygodni. Kochali się, nie mogli bez siebie żyć. Ale wbrew pozorom było im ciężko. Zwłaszcza Bartkowi. Nie rozmawiał w ogóle z Winiarskim, czuł do niego niechęć. Michał natomiast omijał go szerokim łukiem
- Cieszę się, że jesteś tutaj z nami! - Bartek pocałował Sylwię w czoło
- Też się cieszę! - przytuliła go jeszcze mocniej
"ZA 5 MINUT TRENING!!" - usłyszeli i odskoczyli od siebie, tak jakby robili coś niedozwolonego.
- Hej! - weszłam do ich pokoju - spokojnie, Bąku z trenerami idzie na konferencje a ja mam poprowadzić trening. Siostra, możesz z nimi potrenować.
- W sumie czemu nie? - uśmiechnęła się szeroko
- No to macie 4 minuty by się przygotować, no to pa! - pomachałam i wyszłam.

* u Winiara i Justyny *

- A widziałaś jej minę na lotnisku? - zachodził się ze śmiechu Winiar
- No, a w samolocie? - dogadywała Justyna - a tak nawiasem, jak się dowie, że to nasz pomysł to najpierw udusi mnie, zakopie, odkopie, zbezcześci zwłoki i zakopie jeszcze raz a później rozprawi się z Tobą!
- Akurat ona zna się na moich żartach więc źle nie będzie - przybił żółwika z siostrą
- Tak, bo ja zrobiłam rozeznanie co do nowego, przynajmniej nie będzie się czepiać, że coś zawaliła - kończąc zdanie usłyszeli moje wołanie odnoście treningu
- O cholera! - jęknął Winiar - to już po mnie...

***

W mój plan wtajemniczyłam wszystkich oprócz zgrai siatkarzy, siostry i przyjaciółki. Michał przetłumaczył wszystko Castelaniemu, ze słów trenera zrozumiałam tylko "Jak to nie wiedziała?" Michał bawił się w translate google, przetłumaczył mi słowa Daniela, po czym przybiliśmy "piątki" i każdy poszedł w swoją stronę. Oni na konferencję a ja na halę. "Zemsta będzie słodka" - pomyślałam po czym zaczęłam się zastanawiać nad karą dla Justyny, chociaż miałam już w głowie kilka okrutnych myśli. Wiem, wiem, niby moja przyjaciółka, ale też wielki zdrajca. Będzie się działo! Tego treningu nie zapomną do końca życia!

***

- No panowie! Ups! Panowie i panie! Zaczynamy! A gdzie reszta? - uśmiech nie schodził z moich ust - gdzie Winiarski i Czarnowski?!
- Tu jesteśmy! - powiedzieli przez zęby
- Ok, to do roboty! Na początek 50 okrążeń wokół boiska! - spojrzeli na siebie i wykonali moje polecenie
- Ja też? - podeszła do mnie Sylwia
- Nie. Ty Kochanie zrobisz 60! - przymrużyłam oczy - jazda na boisko!
- Sadystka! - krzyknęła i ruszyła w stronę boiska
To był cudowny widok. Wymęczeni prosili o chwile wytchnienia. Byłam nieugięta i stanowcza.
- Odpuść im - rzuciła siedząca obok Justyna
- O a Ty tu jesteś? Marsz do statystyków po zapiski ze sparingów! - zdziwiła się ale wykonała moje polecenie. Tylko nie wiedziała, że poprosiłam o statystki ze sparingów z ubiegłych lat...
- Po piłki! - krzyknęłam
Byli tak wykończeni, że nie mieli siły się ruszyć. Mój plan działał. Wróciła zrezygnowana Justyna, była u statystyków.
Pierwsza drużyna była Winiara, grał razem z Kurkiem (celowe), Sylwią, Gackiem, Gruszką i Jaroszem. Druga grupa to reszta tej zgrai. W drzwiach stali trenerzy i Bąku, który rechotał ze śmiechu.
- Godzina spóźnienia! Bąku zapraszam do rozgrzewki! - zwróciłam się do niego 
- Chyba zwariowałaś! - odparł przerażony
- Tak, na Twoim punkcie. - mówiłam i zaczęłam się śmiać razem z nimi. W tedy zobaczyłam jak grupa zezłoszczonych siatkarzy na czele z Winiarem i Sylwią nacierali w moją stronę.
- O cholera! - przeraziłam się - muszę już iść - i tyle mnie widzieli!

***

- Otwieraj w tej chwili!! - dobijał się do mojego pokoju Winiar
- Nie! - krzyknęłam przesuwając wszystkie możliwe szafki pod drzwi
- No otwórz,  nic Ci nie zrobimy, przecież... - kontynuowała Justyna
- Ani mi się śni! - usiadłam na łóżko, spojrzałam przez okno i zobaczyłam... latającego Wlazłego! - Zwariowałeś? - krzyknęłam otwierając okno - masz te 30 lat a zachowujesz się jak dziecko! Zresztą tak samo jak pozostali. - patrzyłam na niego opadając na łóżko
- Na mój rozum to Ty zwariowałaś! Dałaś nam niezły wycisk!
- Aaaa o to chodzi! - cwaniacko się uśmiechnęłam - już dobra, otworzę te drzwi, ale na Twoją odpowiedzialność. No chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu.
Otworzyłam drzwi z szerokim uśmiechem. Po drugiej stronie widziałam rozzłoszczone twarze siatkarzy i chichoczących się Bąka z trenerami.
- No to co, może teraz siłownia? - zapytałam. Zareagowali machnięciem ręki i wielce obrażeni rozeszli się do swoich pokoi.

* 2 dni później *

Przystępujemy do pierwszego meczu fazy grupowej ME. Gramy z Rosją. Siatkarze w pełnym skupieniu wchodzili na halę. Ja z Justyną zajęłyśmy miejsce za bandami reklamowymi. Sylwia z Gackiem i Gruszką usiadła na trybunach. Spiker wypowiedział nazwiska polskich siatkarzy grających w pierwszej szóstce. Wzrok Justyny zwrócony był na kogoś innego... na zawodnika drużyny przeciwnej - Semena Połtawskiego! 
- Hej! Halo! - machałam jej ręką przed jej oczami
- No, co jest? Patrz, zaczyna się! - nie zwróciła uwagi na mnie, a jej oczy zrobiły się ogromne, jak 5 złotych!
Mecz rozpoczął się niestety nie po naszej myśli. Pierwszego seta przegraliśmy do 19, drugiego niestety także do 19. Trzeciego przegrywaliśmy 13:16. Justyna już nie wytrzymała, podbiegła w kierunku chłopaków. Ja ruszyłam za nią.
- Co wy odwalacie? - zaczęła wrzeszczeć w kierunku brata, który zmienił Kurka. - z ruskimi chcecie przegrać?! Nie no, tego już za wiele! - zaczęła swój monolog - Ruszyć dupy i do walki! - wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę.
- Teraz ja coś powiem - odciągnęłam ją na bok - kiedy przegrywasz 0:2, schodząc na przerwę nie możesz wierzyć w cuda, musisz wierzyć w siebie! - puściłam im oczko po czym zabrałam Justynę i wróciłyśmy na swoje miejsce.
Odrobiliśmy straty. Rozpoczął się tie-break. Bąku zagrał trzy asy serwisowe, dorzucił do tego znakomite obrony ale prawdziwym asem w zespole był Patryk Czarnowski, którego blok był niczym ściana dla rosyjskiej drużyny.
Wygraliśmy mecz 3:2! Tie-break zakończył się wynikiem na styku, 16-14. Wielce złe, wkurzone i nie wiem co jeszcze ruszyłyśmy w stronę boiska. 
 - Ała! Puść mnie! - Bąku wziął mnie na ręce i kręcił wokół własnej osi.
- Dziękuję! - pocałował mnie namiętnie w usta.
Z oddali było słychać wkurzoną Justynę.
- Wali wam? Nie można było tak od razu? Tylko uczciwych ludzi stresujecie! - wbiła palec w klatkę brata
- A gratuluję to gdzie? - zaczepił ją od tyłu Daniel i objął w pasie
- Za takie coś?
- Ale przecież wygraliśmy... -zdziwił się Daniel
- No oczywiście, że gratuluję! - poczochrała go po głowie, gdy się nad nią pochylił chcąc ją pocałować

***

- Tylko bez żadnej imprezy panowie! - pogroził palcem trener wchodząc do hotelu
- Dobrze Daniel, ale jeśli powiesz coś po polsku! - szczerzył się Igła, który widocznie miał ochotę na małą zabawę, "oczywiście" bez procentów.
- For example? - tu trener przeszedł sam siebie
- Grzegorz Brzeczyszczykiewicz - wszyscy wybuchli śmiechem
- Grzegorz Brzęczyszczykiewicz - wyjąkał
- Zaliczone! - krzyknęła Justyna idąca pod rękę z... Danielem Plińskim?!!
- Ej a impreza? - zmartwił się Jarosz
- Po Mistrzostwach! - poklepałam go po plecach po czym ruszyłam do swojego pokoju. Właściwie to do naszego, bo za mną szedł Bąku.
"Co ona wyprawia?" - powiedziałam do siebie. Pliński wyraźnie na nią leci, ale przecież on jest od niej 12 lat starszy! Ale tak, Jacek jest jeszcze starszy! Uśmiechnęłam się do siebie.

Rozdział XII

ROZDZIAŁ   XII

Zostały dwa dni do wylotu. Pracowałam nad osobowościami siatkarzy, zaczęłam przeglądać sposoby motywacyjne itd. itd. Mijały godziny. Siedziałam nad moimi notatkami ze zgrupowania.
- Łukasz Kadziewicz... no pięknie! - wydarłam się i chwyciłam za telefon.
- Miałeś mi przesłać informacje dotyczące nowego środkowego! - krzyknęłam do słuchawki
- O, Iwona! - rozpoczął miłym głosem Stelmach - za dwa dni go poznasz, chyba to żaden problem? - spytał
- Oczywiście żaden. Tylko jak do cholery mam przygotować drużynę pod niego? - byłam coraz to bardziej zdenerwowana
- Będzie dobrze, pomoże Ci kapitan no i drugi psycholog, dacie radę. To na razie! - rzucił i się rozłączył
- Jak Boga kocham zajebie go! - krzyknęłam. Rozległo się pukanie do drzwi. - Kogo tam niesie? - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Zobaczyłam wchodzącego Patryka.
- Stało się coś? - spytał z troską w głosie
- Takie tam... problemy w pracy. Wejdź dalej - zaproponowałam.
- Jeśli przeszkadzam... - przerwałam mu
- No coś Ty! - uśmiechnęłam się zachęcająco - dobrze, że przyszedłeś, muszę zrobić sobie małą przerwę w pracy. Kawa?
- Krzyknęłaś tak, że było słychać na górę! - wskazał palcem na sufit
- Wybacz, ale tak jak już mówiłam... problemy w pracy - powiedzieliśmy jednocześnie po czym zaczęliśmy się śmiać. Zadzwonił telefon Patryka.
- Przepraszam, to z pracy. - powiedział a ja ruchem głowy dałam mu znać, że to żaden problem.
- Tak? No pewnie, że rozumiem.
...
- Pani psycholog? - uśmiechnął się - a ładna?
...
-No tak, kapitan w końcu. Ok, to do zobaczenia za dwa dni.
Zakończył rozmowę. Podałam kawę. Usiedliśmy i gawędziliśmy ponad dwie godziny. Czas płynął bardzo szybko. Czułam się świetnie w jego towarzystwie. Odprowadzając go do drzwi zauważyłam wpadającą jak po ogień... Justynę!
- Cześć! - rzuciła - musimy pogadać!
- Ok. - spojrzałam w stronę Patryka, który się tylko uśmiechnął i pomachał na pożegnanie.

* * *

Usiadłyśmy na parapecie, tak, jak to my lubiłyśmy najbardziej. W ręku trzymałyśmy kubki z gorącą herbatą. Milczałyśmy. Rozdzwonił się mój telefon.... to Michał.
- Nie odbierzesz? - zapytała Justyna
- Nie. - wyłączyłam aparat i schowałam do kieszeni - Co jest? - dokończyłam.
- Dostałam propozycję pracy w Dynamie Moskwa. - zaczęła. Mało brakowało a zachłysnęłabym się herbatą.
- Tylko mi nie mów, że... - przerwała mi.
- Tak, wyjeżdżam... - przytuliłam ją. - to moja szansa, Jacka również... - urwała
- Jak to Jacka? - zdenerwowałam się
- On będzie tam trenerem - zaczęła - uprzedzę Twoje pytanie, ja chcę z nim pojechać. Wiem, że studia, że rodzina... ale trzy lata to zdecydowanie zbyt długa rozłąka, nasz związek mógłby się rozsypać.
- Trzy lata??!!  A co na to Michał?! - milczała - tylko mi nie mów... że on nic o tym nie wie! - kiwnęła głową- odbiło Ci?! On się tak o Ciebie martwi! Nie rób mu tego... - powiedziałam spokojniej
- Wiem o tym. - ciężko westchnęła - ale jeszcze nie teraz, powiem mu po mistrzostwach
- Może być za późno. - oznajmiłam
- Za późno na co?! By mnie odwieść od tego pomysłu? - wstała, podeszła do wieszaka i zabrała torebkę - myślałam, że jesteś ze mną - odwróciła głowę w moją stronę.
- Hej Skarbie, jestem! - podbiegłam do niej i przytuliłam - 3 lata to 1095 dni, 26280 godzin... - uśmiechnęłam się - co ja bez Ciebie zrobię? - posmutniałyśmy - pomyśl też o Miśku, Twojej jedynej rodzinie...
- Tak, wiem. Ale chce zrobić coś dla siebie, dla mojej miłości. Na prawdę kocham Jacka i... - przerwałam jej
- I chcesz z nim spędzić resztę życia. - uśmiechnęłam się - bądź szczęśliwa!
- Uwierz mi, że będę! - przytuliła mnie - tylko proszę, nie mów nic Michałowi
- Obiecuję. Leć już do tego swojego! - zaczęłyśmy się śmiać - jutro widzimy się na lotnisku - dodałam.
- No ba! - uśmiech już nie schodził z jej ust. - a znasz tego nowego środkowego? - zapytała z cwaniackim uśmiechem.
- Nie, i to mnie najbardziej wkurza, wszystko na ostatnią chwilę!
- No ja też nie... ale nie martw się, poradzimy sobie! - uściskała mnie i wyszła.

* * *

Usiadłam na łóżku. Zaczęłam sprawdzać torbę, czy aby wszystko spakowałam. Nie dawała mi spokoju sprawa z nowym środkowym. Zdecydowałam, że zadzwonię do Kadzia. Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć. Chwyciłam za komórkę i w mgnieniu oka przypomniałam sobie, że dzwonił do mnie Michał. No ale cóż, musi poczekać. Wybrałam numer Łukasza i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Cześć Łukasz! Co słychać? - wesołym tonem spytałam
- Aaa, pani psycholog!  A wszystko ok, poza tą
nieszczęsną ręką! - odparł grzecznie
- Słuchaj Kadziu, nie wiesz kto jedzie na Twoje miejsce?
- Jak to? Nie powiedzieli Ci? - był zaskoczony
- No tak jakby nie..
- Żartujesz! - zaczął się śmiać
- No mi nie za bardzo jest do śmiechu! - zaczęłam się
denerwować - to powiesz mi czy nie?
- Nie... bo nie wiem - rzucił rozbawiony
- Ta jasne. To ugryź się w dupę!
Rzuciłam telefonem o ścianę roztrzaskując go w drobny mak. 
- KURWA MAĆ!! - wrzasnęłam - oszaleję z nimi! Po co ja się na to zgodziłam? No po co?! - pytałam sama siebie. Byłam bardzo zdenerwowana. Rzucałam wszystko na ziemię, począwszy na książkach, skończywszy na...  dzbankach! Jeden - trzask!! Drugi - trzask!!
- Zwariowałaś?! - Michał wyrwał mi szklaną nagrodę MVP Sylwii. W sumie, to co ona robiła w moim pokoju?! - Sylwia by Ci tego nie darowała? Co się stało?!
- Nic. -odparłam i opadłam na łóżko łapiąc iPoda. Wyrwał mi słuchawki z uszu. - Niezłe tornado...
- Tak, i to tornado nazywa się Iwona. - nie dawał za wygraną. Złapał mnie za rękę i ciągnął w kierunku kuchni. - Jesteś nienormalna? Z kim ja się chce ożenić?! - zadał sam sobie pytanie Michał
- Bez łaski! - wyrwałam się z jego uścisku, wyprzedziłam go. Rzuciłam się w kierunku lodówki, wyciągnęłam 0,7l Finlandii, kieliszek, po czym sobie polałam. 
Jeden... drugi... trzeci...
- Ej, kurwa! Moje to! - wyprowadził mnie z równowagi próbując odebrać mi flaszkę
 - Co z Tobą, co?! - przejął się - Jutro lecimy do Turcji, a Ty co? Robisz z siebie alkoholika?
- Moje życie, moja sprawa! - rzuciłam po czym zabrałam od niego flaszkę wódki
- W porządku, Twoje życie. Jutro o 6 rano masz być na lotnisku, przyszedłem Ci to powiedzieć.
- Tak jakbym nie wiedziała... 
- Ok, w porządku. -podniósł ręce w geście obronnym i nieźle wkurzony wyszedł trzaskając drzwiami
- No i poszedł. - powiedziałam do siebie, przychyliłam butelkę i zaczęłam pić.

* * *

Ukochana muzyka o 4.30 rano? Oczywiście dzwonek budzika! Dla kogoś, kto spał 3 godziny, nie jest to powód do radości. Głowa nawalała, do tego jeszcze ten kac... trzeba wziąć się za siebie. Najpierw zimny prysznic, obowiązkowo kawa i proszki na ból głowy. Umyłam zęby... i chciałam ruszyć w stronę lotniska.
- Szlag! - krzyknęłam - Bartek, Sylwia! Pobudka! Turcja czeka!
W mgnieniu oka wyskoczyli z łóżka, ubrali się, umyli, zabrali torby i walizki. Po 20 minutach byliśmy już na lotnisku. Brakowało tylko nas. Podbiegłam do Michała, obdarowałam go ciepłym uśmiechem a on... odwrócił się i poszedł.
- Co jest?! - krzyknęłam za nim, ale nie był mną zainteresowany, zaczął rozprawiać coś z Plińskim.
- Narozrabiałaś wczoraj. - podszedł do mnie Bartek i objął ramieniem. - sama wypiłaś 0,7 i jeszcze dwa piwa. Zaniosłem Cię do łóżka o 2 w nocy bo nie dałaś rady sama. Mówiłaś coś, że Michał nie nadaje się na męża- złapałam się za głowę - no i jeszcze...
- Nie chcę tego słuchać! - rzuciłam i usiadłam.
Mój wzrok przykuł wysoki mężczyzna o znajomej twarzy... szedł w moim kierunku razem z Sylwią i Stelmachem. 
- Coś tu śmierdzi. - powiedziałam do Bartka opierając głowę na jego ramieniu - Patryk?! - myślałam, że mój wzrok szwankuje.
- Cześć! - uśmiechnął się.
- To jest właśnie nasz nowy środkowy. - oznajmił Stelmach
- CO?! - tego było za wiele! Wstałam, wbiłam swój palec wskazujący w jego klatkę - nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć?! - zwróciłam mój gniewny wzrok w kierunku Krzyśka Stelmacha. - Facet mieszka piętro wyżej ode mnie, nie trzeba było mnie poinformować?!
- To miała być niespodzianka - roześmiała się Sylwia
- Banda idiotów!!! - rzuciłam na koniec i ruszyłam na odprawę.

niedziela, 15 maja 2011

Rozdział XI

ROZDZIAŁ   XI

Wróciłam do domu, do swojego i Sylwii domu. Szukałam kluczy. Byłam pewna, że tak jak zawsze mam je w torebce. Nie ma ich. Zaczęłam dzwonić do drzwi. Szlag, nie ma jej w domu! No super! Nie dostanę się tam!
- Przepraszam. - usłyszałam głos zza moich pleców.. Odwróciłam się momentalnie i przed moimi oczami ukazał się wysoki blondyn z niebieskimi oczami. Zamarłam. - wszystko w porządku? - uśmiechnął się.
- Ta... tak. - wyrwał mnie z zamyślenia - nie wie Pan, gdzie jest moja siostra?
- Taka wysoka blondynka? - kiwnęłam głową - wyszła z jakimś mężczyzną z jakieś 15 minut temu - odpowiedział.
- Pewnie z Bartkiem - powiedziałam do siebie - dziękuję Panu.
- Patryk jestem. - podał ręke
- Miło mi. Iwona. - odwzajemniłam uścisk.  - wprowadziłeś się tutaj? Nigdy wcześniej Cię nie widziałam...
- Tak, mieszkam piętro wyżej. Wprowadziłem się tutaj 3 dni temu. Powiedzmy, że to było spowodowane zmianą pracy. - uśmiechnął się
- Ach tak - zrobiłam to samo -ja też tutaj mieszkam, albo mieszkałam, bo zdaje się, że gdzieś posiałam klucze.
- W takim razie zapraszam sąsiadkę na kawę. Zanim nie wróci siostra z kluczami.
- A wiesz co? Z miłą chęcią! - chwyciłam podaną przez niego rękę

***

- Więc mówisz, że go kochasz? - mówił pomału Winiarski niedowierzając samemu sobie, że odważył się jeszcze raz porozmawiać z siostrą.
- Tak, Michał ja wiem jak to wygląda, ale to miłość od pierwszego wrażenia, ja wcale tego nie chciałam, ale nie panuję nad swoimi uczuciami, to jest ode mnie silniejsze! - mówiła jak w transie Justyna
- Wiem, że to jest poważna decyzja - kontynuował Michał - ale masz 20 lat, całe życie przed Tobą!
- Wiem, wiem! Ale ja do cholery jestem dorosła! Wiem co robię! - przytuliła się do brata czym zażegnała spór.

***

- Kawa pyszna, ale ja już uciekam. Zasiedziałam się. - mówiłam wstając od stolika
- Ma się te kulinarne zdolności - podniósł głowę w geście triumfu
- O i jaki skromny! - zaśmiałam się - ale dzięki, wpadnij kiedyś do mnie
- No kiedyś wpadnę, ale powiem Ci szczerze, że umiem się zabezpieczyć - zaśmialiśmy się
- Głodnemu chleb na myśli! - powiedziałam otwierając drzwi
- Głodny głodnemu wypomni! - krzyknął gdy ja stałam na klatce schodowej
W tym samym czasie zauważyłam wchodzących do mieszkania Sylwię i Bartka. Podbiegłam do nich. Pogadaliśmy sobie. Dopiero teraz zauważyłam dwie walizki stojące obok Bartka.
- A Ty dokąd sie wybierasz? - rzuciłam w jego stronę.
- Wprowadza się do nas - uśmiechnęła się niepewnie Sylwia
- To super.. - udałam zadowoloną chociaż miałam zupełnie inne odczucia - a co z Mistrzostwami Europy? - zapytałam
- No lecę z wami! - rzuciła mi się na szyję
Weszłam do swojego pokoju. Zaczęłam się pakować na wyjazd do Turcji. Niby zostały trzy dni do wyjazdu, ale ja nie lubię odkładać ważnych spraw na ostatnią chwilę. Nagle dzwoniący telefon przerwał mi pakowanie.
- Tak, słucham? - powiedziałam do aparatu
- Cześć Iwona. Tu Krzysiek Stelmach. Mamy problem!
- Jaki problem? Co jest? - rzuciłam bluzę i usiadłam na łóżku
- Łukasz Kadziewicz miał wypadek... niby wszystko jest ok poza tą złamaną ręką - westchnął
- To dobrze - ulżyło mi - to znaczy dobrze, że to tylko złamana ręka - dodałam.
- Teraz mamy mały problem, mamy nowego środkowego ale to troszkę zdezorganizuje wam pracę - ciągnął
- No nie troszkę a bardzo, ale oczywiście damy radę - odparłam
- To widzimy się za trzy dni. - odpowiedział i się rozłączył
-SZLAG!! - wrzasnęłam tak głośno, że przerażeni Bartek i Sylwia wparowali do pokoju - wszystko w porządku! - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. - no mówię przecież, że wszystko gra. - Sylwia wyszła a Bartkowi to nie dało spokoju
- Co jest? - spytał po chwili
- Sztab reprezentacji uprzykrza mi życie - warknęłam na niego - Kadziu złamał sobie rękę i na jego miejsce przychodzi jakiś inny środkowy i cała praca poszła na marne
- Będzie dobrze - uśmiechnął się - wyprowadzasz się do Michała? - spytał
- Michał... chciałam go przeprosić - powiedziałam po czym złapałam torebkę i wybiegłam z mieszkania. 

***

Ja to zawsze mam "szczęście". Zwiał mi autobus. Zaczęło padać a do mieszkania Michała został mi ładny kawał drogi. Ani parasola ani kaptura. "Czemu mnie to spotyka?" - pomyślałam. Po 20 minutach, mokra od deszczu, dotarłam pod mieszkanie numer 9. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Michał.
- Przepraszam.... apsik!! - powiedziałam po czym kichnęłam
- Nie nauczyli Cię, że po deszczu chodzi się pod parasolem? - powiedział nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Bardzo śmieszne... - zaczęłam się rozbierać z mokrych ciuchów - podobno po deszczu się rośnie, chciałam Ci dorównać wzrostem... apsik!!
- Oj, bo się przeziębisz - nadal się śmiał
- A zejdź ze mnie gościu - w samej bieliźnie weszłam do łazienki i zaczęłam się wycierać. Rozległo się pukanie do drzwi łazienki. - Czego?
- Przyniosłem Ci gorącą herbatę z miodem - uśmiechnął się szeroko. - Napij się! A przeprosiny przyjęte!
- Na prawdę?!  - rozradowana wyskoczyłam z łazienki i pociągnęłam Michała ze sobą do sypialni, po drodze rozbijając kubek z herbatą

***

- Jesteś boska!! - z bananem na twarzy mówił Michał
- Wieeeem - przytaknęłam z wielką skromnością - Michaś, muszę już wracać do domu... apsik!!
- Raczej do lekarza - przejął się Michał
- Daj spokój, to tylko katar. - rzuciłam zakładając spodnie - a tak w ogóle to mam problem, wielki proble - dodałam.
- Co jest? - zaniepokoił się
- Kadziu złamał rękę no i teraz jest na jego miejsce jakiś inny środkowy, będzie psuł mi pracę... - puściłam mu całusa i wyszłam z mieszkania
Szłam szybkim krokiem z obawy przed ponownymi opadami. Na moje szczęście dotarłam do domu przed samą burzą. Wpadłam do mieszkania a tam...
- Siostra! - krzyknęła Sylwia i mnie uściskała
- Wszystko ok?
- Tak, tak! Rozbierz się, mamy gościa. - z wielkim entuzjazmem wypowiadała każde słowo. Weszłam do kuchni, ujrzałam roześmianą twarz Patryka i mniej zadowoloną Bartka. - to jest nasz sąsiad... - przerwałam jej.
- Tak, wiem. Patryk. Poznaliśmy się już. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - wybaczcie, muszę się spakować i zastanowić się nad reorganizacją mojej pracy, bo pewien szanowny pan złamał sobie rękę -machnęłam dłońmi i ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Zatrzymałam się na chwilkę i popatrzyłam w kierunku siedzących gości - Bartek możemy chwilkę... - przerwał mi.
- Tak, musimy coś omówić - odstawiając kubek ruszył za mną
Nie był sobą, był bardzo zdenerwowany. Domyślałam się, o co może chodzić...

* u Justyny * 

Kończyła pakować najpotrzebniejsze rzeczy na wyjazd. Uśmiechała się, chociaż od pewnego czasu przychodziło jej to z wielką trudnością. Nie dopuszczała myśli, że jej brat to skończony idiota, że zdradził swoją żonę a później po tym wszystkim wchodzi z butami w jej życie! Kochała go bardzo, był od niej starszy o 8 lat ale rozumieli się bez słów. Byli do siebie podobni... te same oczy, sposób mówienia, poczucie humoru. Jednak charakter mieli zupełnie inny. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Przez wizjer ujrzała... ogromy bukiet kwiatów! Uśmiechnęła się.
- Jacek!- krzyknęła
- Skąd wiedziałaś, że to ja? - zezłościł się trochę
- Bo chyba jako jedyny nie wiesz, że mam alergię na kwiaty - zaczęła się śmiać
- Przepraszam... - ostudziła jego zapały -musimy poważnie porozmawiać
- Co się stało? - przeraziła się Justyna
- Dostałem propozycję pracy w Rosji... - zaczął
- Gdzie?! Jak to w Rosji...? - usiadła na krzesło i zamilknęła. Płakała. W jednej sekundzie runął jej świat. 
- Kochanie, nie płacz. - próbował ją pocieszyć
- Zostaw mnie! - krzyknęła
- Daj mi dokończyć! Miałbym pracować jako trener w Dynamie Moskwa, gdzie potrzebują psychologa... 
- Ale ja mam 20 lat! Jestem na drugim roku!
- To nie jest ważne! Kocham Cię i nie chcę byśmy musieli się rozstać na tak długi okres czasu! - zakończył swój wywód
- Ile miałby trwać Twój kontrakt? -zapytała
- 3 lata...- odpowiedział i spuścił głowę
- Czyli nie ma innej rady... - powrócił jej piękny uśmiech
- Czyli zgadzasz się? - rozradował się Jacek
- Tak, zgadzam się. Tylko zabierz te badyle - rzuciła mu się na szyję, po czym namiętnie się pocałowali.


sobota, 14 maja 2011

Rozdział X

ROZDZIAŁ   X

Wszedł. Ujrzał dziewczynę, która leżała z podkulonymi nogami. Oczy miała spuchnięte i czerwone od płaczu. Gdy zobaczyła wchodzącego chłopaka, łzy mimowolnie wypływały z jej oczu. Usiadł na łóżku, ale nie odezwał się ani słowem. Milczał. Rozmowę postanowiła zacząć Sylwia
- Przepraszam... - dalej zapanowała cisza, tym razem o wiele krótsza - teraz nie ma sensu by tłumaczyć się ze swoich błędów. Wiedziałam.. - przerwał jej
- To moja wina! - rozpoczął monolog. - ja Cię Kocham! Sylwia, na prawdę Cie kocham! Tylko nie potrafię Ci tego wybaczyć. Ta głęboka rana na moim sercu... ja nie wiem, czy ona się zagoi. Teraz, kiedy to wszystko się stało... gdybym nie przyszedł do Ciebie, gdybym się nie dowiedział... wszystko byłoby inaczej. Może i lepiej.  - zamilkł. Sylwia miała ochotę wziąć jego dłoń w swoją. Zawahała się. Odczytał jej zamiary. Przejął inicjatywę i sam wziął jej dłoń w swoją.  - wiem, że teraz już nie odwrócimy tego co się stało,ale przecież się kochamy...
- Nie chcę, byś był ze mną z litości - odezwała się Sylwia - ja Cie zdradziłam mimo, że wiedziałam jakie mogą być tego konsekwencje i mimo tego, że tak bardzo Cię Kocham! Chciałam, byś pokochał to dziecko, choć nie było Twoje... - dokończyła ze łzami w oczach.
- Ale to już teraz jest nie ważne, możemy być nadal razem... - ciągnął Bartek
- Kochałam to dziecko, a teraz jest Ci to na rękę, że jego już nie ma! - zezłościła się
- Ale co Ty mówisz? - zdziwił się Bartek
- Wiesz co, nie chce z Tobą rozmawiać. Daj mi czas... - Bartek przytaknął jej i wyszedł z sali.
- Kocham Cie! - krzyknęła Sylwia, gdy Bartek był już w drzwiach. Odwrócił się, uśmiechnął się do niej.

***

- I co?? - podbiegłam do Bartka
- Musimy dać sobie trochę czasu. - oznajmił.
Coś we mnie zamarło. Czułam się niepewnie. Jak miałam powiedzieć Sylwii, że od października będę mieszkać w Rzeszowie? Że zostawię ją samą? Przede mną jeszcze Mistrzostwa Europy. Chciałam pomóc chłopakom. Wiedziałam, że mnie potrzebują. 
W kieszeni miałam kopertę z nazwiskami powołanych siatkarzy. Pora by ją otworzyć. Michał nie mówił nic.  Wiedział, że musiałam teraz spojrzeć na sprawę Sylwii i siatkarzy z innej perspektywy. A więc zamaszystym ruchem otworzyłam kopertę, wyciągnęłam białą kartkę i zaczęłam czytać:
"Rozegranie: P. Zagumny, G. Łomacz
Środkowi: D. Pliński, M. Możdżonek, Ł. Kadziewicz
Libero: K. Ignaczak, P. Gacek
Atakujący: M. Wlazły, P. Gruszka, K. Jarosz
Przyjęcie: M.Bąkiewicz (kapitan), B. Kurek, M. Winiarki, M. Ruciak"
uśmiechnęłam się chytrze do Michała.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś kapitanem? - wykrzyczałam mu wychodząc ze szpitala
- Ja tego nie chciałem. Nie chciałem też, byś uciekła, bo z kapitanem ma się najwięcej pracy - uśmiechnął się cwaniacko i podniósł brew.
- Tak? - zatrzymaliśmy się, objęłam go i namiętnie pocałowałam
W uścisku poszliśmy w kierunku samochodu. Mój humor uległ zmianie, na lepsze :)

***

Zaczął padać deszcz. Poruszaliśmy się wolno. Wszystko przez te przeklęte korki na drodze. Przejeżdżając przez pewną ulicę zobaczyliśmy dwie, skądś znam znajome postacie. Kłócili się. Ona wymachiwała rękoma, a on próbował ją uspokoić.
- Iwona? - zaczął Michał
- Tak - uśmiechnęłam się zachęcająco
- Ja wiem, że jest dość późno, że mój wzrok może szwankować ale czy tam obok fontanny nie stoi Jacek? 
- Jaki Jacek? - zdziwiłam się
- Nawrocki z... Justyną? - nie do końca był pewny czy to oni
- No tak, to oni! Ale co oni tutaj do cholery razem robią?  - zastanawiałam się.
- Raczej o co się kłócą. - dodał Michał
Ruszyliśmy dalej. Ruch na drodze się przerzedzał więc nabieraliśmy coraz to większej prędkości. Miałam cały czas przed oczami tą sytuację z Justyną i trenerem Skry. Ostatnimi czasy rzadko ze sobą rozmawiałyśmy. Nie miałam dla niej czasu. Większość wolnego czasu spędzałam z Michałem a po sytuacji z Bartmanem wolałam być sama. Oddalaliśmy się. W jednej chwili stwierdziłam, że to moja wina. Justyna nie chciała się narzucać a ja poniekąd ją odrzuciłam na plan dalszy. "Niech ten dzień już się skończy!" - pomyślałam wysiadając z samochodu. Ruszyłam w stronę mieszkania Michała.

* w tym samym czasie u Justyny i Jacka * 

- Mógłbym być Twoim ojcem! - krzyknął
- No i co z tego?!- odkrzyknęła - ja Cię Kocham!!
- Ja też i co z tego? - mówił spokojniej
- I co z tego? I co z tego? Jacek nie rozumiesz, że mi na Tobie zależy?
- Mi na Tobie też! Zakochałem się w Tobie do granic szaleństwa ale co na to Twoja rodzina, moja rodzina... nasi przyjaciele, znajomi?? - zadawał wiele pytań, na które nie było jednoznacznej odpowiedzi
- Jesteś po rozwodzie już 3 lata, Twoje dzieci są już dorosłe, nie powinny się wtrącać w życie swojego ojca. Masz prawo być szczęśliwy! - tłumaczyła Justyna
- Justyna, masz 20 lat, jestem dwa razy starszy od Ciebie. To nie może się udać. - przekonywał
- Uda się, jeżeli tylko mnie kochasz... - popatrzyła mu głęboko w oczy.
- Kocham... - przyciągnął ją do siebie i pocałował
***

Z Michałem wchodziliśmy do mieszkania namiętnie się całując. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi. Delikatnie muśnięcia ust pieściły moje ciało. Zaczęliśmy zrzucać z siebie ubranie. Do sypialni doszliśmy zupełnie nadzy. Położył mnie na łóżku. Pieszczotom nie było końca. Po chwili wbił się we mnie i poruszał w rytm naszych serc. Czułam się jak w niebie. Czułam się kochana, szczęśliwa... to był nasz pierwszy raz! Mimo, że znaliśmy się dość długo, wystarczająco długo by móc uprawiać ze sobą seks! Przecież byliśmy zaręczeni! 
- O czym myślisz? - zapytał bawiąc się moimi ciemnymi pasmami włosów
- O Sylwii, martwię się o nią, jak sobie teraz sama poradzi. Nie wiem co z Bartkiem. Cierpi, widziałam to w jego oczach. Zastanawiam się też co z Justyną. Nie rozmawiałyśmy ze sobą bardzo długo. Nie wiem co u niej, mam wyrzuty sumienia. - mówiłam uciekając wzrokiem
- Nie możesz angażować się w problemy wszystkich bliskich osób bo nie masz na tyle czasu i byś po prostu zwariowała.
- Ale... - przerwał mi
- Poczekaj, wiem jak dla Ciebie ważna jest przyjaźń ale nie rozwiązuj za nich problemów! Sami to muszą zrobić i się z tym uporać! Jesteś wspaniałym psychologiem ale zatroszcz się też o siebie! - kończąc pocałował mnie w czoło.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się - ale Sylwia jest mi bardzo bliska. Prócz niej nie mam żadnej rodziny. No oprócz brata, który nie wiem gdzie jest i co robi. 
- Ja to wszystko doskonale rozumiem - przekręcił się na bok podtrzymując głowę na dłoni - na 4 dni wylatujemy do Turcji. Cieszę się, że lecisz razem z nami! - uśmiechnął się.
- Tak ale... co z Sylwią? - zapytałam wpatrując się w jego brązowe oczy.
- Ona leci z nami!
Usłyszeliśmy głos zza drzwi i zobaczyliśmy... Bartka!
- Nie pozwolę nam zniszczyć, to co tak długo budowaliśmy! Na pewno sama tutaj nie zostanie. Musicie mi pomóc. - powiedział Bartek.
- Jasne! Masz to jak w banku! - powiedział Miki, ja jedynie uśmiechnęłam się i zawstydzona schowałam pod kołdrę.

***

- A Ty dokąd? - zerwał się z łóżka Michał.
- Do Justyny. Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić. 
- Ach tak, idziesz ratować świat! - zezłościł się, wstał, minął mnie jak powietrze i ruszył w stronę łazienki.  - rozmawialiśmy na ten temat wczoraj! Nie wtrącaj się!- zaczął krzyczeć.
- Chcę z nią tylko pogadać!
- Chcesz ją raczej wypytać o co chodzi z Jackiem - nie ustępował - nie zbawiaj na siłę świata, może ona nie chce Twoich porad? 
- Co Cię z rana ugryzło? - zaczynałam się denerować
- Mnie? Nic. - wzruszył ramionami.
- Przecież widzę. - powiedziałam już spokojniej przyglądając się myjącemu zęby Michałowi
- Mamy swoje problemy - zaczął - obiecałaś, że pomożemy Bartkowi nakłonić Sylwię do wyjazdu na Mistrzostwa Europy. Musisz się zająć swoją rodziną, nie Justyną!
- A o to Ci chodzi! - zdenerwowałam się - tak, Sylwia jest moją siostrą a Bartek Twoim kumplem i wychodzi na to, że to Ty chcesz zbawiać świat, robić coś na siłę, mimo tego, że może to się komuś nie spodobać.Sam się wtrącasz w życie i sprawy innych. Co Ci do tego? - pokręciłam głową i wyszłam trzaskając drzwiami.
- Słyszałeś? - zwrócił się do Bartka wchodzącego do kuchni podającemu kubek gorącej kawy - przepraszam Cię za Iwonę, przegięła. 
- No trochę...

***

Szłam zdenerwowana. Michał wystarczająco wyprowadził mnie z równowagi. Miałam wszystkiego dosyć!
Justyna otwierająca mi drzwi była zaskoczona, ale się przyjaźnie uściskała.
- Kto przyszedł Ska... - z sypialni wyłonił się J.... Jacek... Jacek Nawrocki!!
Zamurowało mnie. Stanęłam jak wryta spoglądając raz na Justynę raz na Jacka. 
- CO TY DO CHOLERY WYPRAWIASZ??!!! - warknęłam na nią wchodząc do kuchni - co WY wyprawiacie?! 
No i tak rozpoczął się monolog najpierw wygłaszany przez Justynę, później przez Jacka a za chwilę mówili jednocześnie. Minęła dobra godzina, zanim zrozumiałam o co im chodzi.
- Jesteście razem? - zapytałam niepewnie
- Tak. Ja wiem, jak się to może wydawać... - zaczął Jacek, przerwałam mu.
- Pan niech lepiej nic nie mówi! - zwróciłam się do niego wymachując rękoma.
- Iwona... czy Ty i Michał... zaręczyliście się?! - zapytała patrząc na mój pierścionek
- Tak, ale to teraz jest mniej istotne. Teraz jest ważne, co Ty do cholery chcesz zrobić! 
Mój monolog przerwał dzwonek do drzwi. 
- Ok, ja pójdę. - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Przez wizjer zobaczyłam uśmiechniętego Michała Winiarskiego. "Jeszcze jego tu brakowało" - pomyślałam
- To Winiar! - krzyknęłam w stronę kuchni. 
- Iwa zrób coś, on nie może się teraz dowiedzieć o mnie i Jacku!
- Kochana, trzeba było wcześniej o tym pomyśleć - uśmiechnęłam się w ich stronę - cześć Misiek! Proszę, wejdź! - uśmiechnęłam się szeroko.

***

Po chwili wszystko było jasne. Jacek ulotnił się dosyć szybko. Atmosfera nie była najlepsza. Justyna siedziała w kuchni, nie miała siły nawet płakać. Winiarski był wkurwiony. Jego oczy wyrażały więcej, niż mówiły usta. 
- Czy Ty wiesz co robisz??!! - krzyknął na nią - on jest 30 lat od Ciebie starszy!!
- Ale on mnie kocha, ja jego też! - broniła się Justyna
-Mógłby być Twoim ojcem - ciągnął - spałaś z nim?? - cisza - SPAŁAŚ???? - mówił coraz głośniej... - wiesz co siostra? Poleciałaś na kasę, jak zwykła dziwka! - ton jego głosu sprawiał jej ból, mnie również. Uderzyła go w twarz.
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie zdradziłam żony! - Winiarski jak poparzony wybiegł z mieszkania.
- I co teraz będzie? - spojrzała na mnie zrozpaczona Justyna
- Kochana, nawarzyłaś piwa, teraz musisz je wypić - odpowiedziałam - nie odpowiedziałaś na Miśka pytanie...
- Tak, spałam z Jackiem! Zadowolona? 
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?? Ile to trwa?  - zadawałam pytania z wielkimi wyrzutami
- Dwa miesiące... przez te ostatnie tygodnie nie było u Ciebie najlepiej, dopuszczałaś do siebie jedynie Bąkiewicza. Martwiłam się o Ciebie, ale wiedziałam, że coś między nami się spieprzyło. Ale chyba jeszcze możemy to naprawić... chyba.
- Przepraszam Cię. - podeszłam do niej i przytuliłam ją. Po moim policzku popłynęły łzy. 
- Ej głuptasie! - wytarła ręką moją łzę - tylko teraz mi tu nie płacz!

niedziela, 8 maja 2011

Rozdział IX

ROZDZIAŁ   IX

Mariusz zdjął bluzę reprezentacyjną i mnie okrył. Dygotałam z zimna. Oczy miałam spuchnięte z płaczu, nos obolały i zakrwawiony. Moja ręka tak strasznie mnie bolała, że nie mogłam się na niej wesprzeć, by pomóc Mariuszowi mnie ubrać. 
- Kto Ci mógł coś takiego zrobić? - zapytał Mariusz ostrożnie dobierając słowa. Milczałam. - nie bój się, wezmę Cie na ręce i zaniosę do pokoju. - przytaknęłam głową.- Daniel dzwoń na pogotowie a Justyna do Michała.
Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Mariusz przyniósł mnie do pokoju i okrył kocem. Nic nie mówił. Nie wierzył w to, co się stało. Justyna z Danielem wyszła na korytarz i podpierała ścianę. W ręce trzymała stos chusteczek. Kuba z Bartkiem chodzili wkoło po korytarzu, zamyśleni potykali się o własne nogi. W pokoju zostali Mariusz i dwa Michały. 
- Czy ktoś z panów jest jakąś rodziną dla tej pani? - spytał sanitariusz
- Ja. - powiedział Bąku - jestem przyszłym mężem tej pani.
- Dobrze, w takim razie proszę resztę o opuszczenie tego pokoju - dokończył lekarz.
Michał usiadł na łóżku. Widziałam, jak płakał, ukradkiem wycierał łzy. Złapałam go za rękę, próbowałam się uśmiechnąć, by dać mu znak, że wszystko będzie dobrze. 
- Kochanie, tak bardzo Cię przepraszam! Czemu ja Cie nie pilnowałem? Przecież obiecałem Ci to... zobaczysz, już nie spuszczę Cię z oka! - uśmiechnął się delikatnie - I jak panie doktorze? - z troską zwrócił się w stronę lekarza
- Widzi pan, ma rozległe obrażenia zewnętrzne, złamaną rękę i nos no i została zgwałcona. Dobrze, że zadzwoniliście na pogotowie. Zgromadzony materiał genetyczny pozwoli nam na złapanie sprawcy.
- Widzi pan - zaczął Michał, spojrzał na mnie a ja już wiedziałam o co chodzi, kiwnęłam głową - my wiemy kto jej to zrobił. 
- Słucham. - zaciekawił się doktor.
- Zbi... Zbigniew Bartman - wyjąkałam przy przym zaczęłam płakać. Michał mnie przytulił po czym delikatnie pocałował w głowę.

* 3 miesiące później *

Po całym tym wydarzeniu wyjechałam ze Spały, nie mogłam tam dłużej zostać. Za dużo rzeczy przypominało mi ból i smutek. Powoli dochodziłam do siebie. Mieszkałam w swoim mieszkaniu w Bełchatowie razem z Sylwią. A ona? Hm... no cóż. Bartek się nie dowiedział, jest pewny, że to on jest ojcem jej dziecka. Winiarski zmienił barwy klubowe i od przyszłego sezonu będzie grał w Rzeszowie a razem z nim Bąkiewicz. 
Jak się nam układa? W naszych relacjach nic się nie zmieniło. Michał nie naciska na mnie w sprawach naszego związku. Bardzo mi pomógł zwłaszcza przez pierwsze dni i tygodnie od czasu tego felernego dnia gwałtu. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Czasami wydaje się, że to on jest tym psychologiem, nie ja. Nie mieszkamy razem, to była moja decyzja, chociaż wielokrotnie mi to proponował.

Jest sierpień. Siedzimy sobie w mieszkaniu Michała. Rozmawiamy, nawet śmiejemy się. W tedy stwierdziłam, że muszę mu coś bardzo ważnego powiedzieć.
- Michał....
- Tak? - spojrzał na mnie
- Pamiętasz, jak się poznaliśmy? - przytakiwał - jak dużo czasu ze sobą spędzaliśmy i spędzamy - gubiłam się w swojej wypowiedzi - bo widzisz, jesteś dla mnie ważnym człowiekiem. Zrozumiałam to dopiero teraz, po tych wszystkich przejściach. Byłeś zawsze przy mnie, czułam się bezpiecznie... - przerwał mi
- Iwonko, do rzeczy. - uśmiechnął się.
- Kiedyś powiedziałeś, że na mnie zaczekasz. Teraz jestem pewna mojego uczucia do Ciebie. - spojrzałam na jego minę, była poważna - ale jeśli Ty już... ja zrozumiem. - spuściłam wzrok.
Podniósł w górę moją głowę i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kocham Cię głuptasie! - uśmiechnął się i pocałował w czoło - czekałem długo, myślałem, że już się rozmyśliłaś. Chcę spędzić z Tobą resztę swojego życia! Za tydzień ruszamy na Mistrzostwa Europy. Ty i Justyna lecicie z nami. Ale co będzie, gdy wrócimy? - spytał
- Będziemy razem? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Bardzo bym chciał, abyś zamieszkała ze mną w Rzeszowie. Wiem, że masz jeszcze studia, jesteś młoda, chcesz się rozwijać, ale... - przerwałam mu.
- Tak, zamieszkam z Tobą. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie!! - pocałowałam go namiętnie.
- A czy... czy zostaniesz moją żoną? - wyciągnął z bocznej kieszeni spodni małe, czerwone opakowanie a w nim złoty pierścionek. Nie zastanawiałam się dlugo
- Tak, tak, tak!!! - zaczęłam skakać z radości! 
- Ciszej Kochanie, bo obudzisz Bartka - śmiał się.
W jednej chwili moja radość przepadła, śmiech zamienił się w cichy szloch. 
- Hej Skarbie, co jest? - zapytał mój przyszły mąż.
- Bo widzisz, muszę to komuś powiedzieć, bo nie wytrzymam. - zaczęłam. - Sylwia jest w ciąży.
- No to wiem. - przyznał mi rację.
- Z tym, że to... nie jest dziecko Bartka. - dokończyłam.
- COOO??!!! - w drzwiach oparty stał Bartek
- Bartek, posłuchaj mnie przez chwilę. - próbowałam załagodzić sytuację. 
- Czy Ty wiesz co mówisz? - zezłościł się - jak długo do jasnej cholery chcieliście mnie jeszcze oszukiwać? 
- Ale to nie tak... - próbowałam jakoś to wyjaśnić
- Mam was wszystkich dosyć! Nie chcę was widzieć! - ubrał bluzę, wybiegł z mieszkania trzaskając drzwiami.
Jak się wali to wszystko na raz. Wiedziałam, że moje słowa zabolały Bartka. Martwiłam się o Sylwię.


***

 Bartek długo kręcił się pod blokiem. Targały nim uczucia, nie wiedział co ma zrobić. Kochał ją, ale nie mógł wybaczyć jej zdrady i kłamstwa. W końcu zebrał się na odwagę, zapukał do drzwi. Otworzyła mu z wielkim uśmiechem na twarzy, w koszulce, która już uwidaczniała jej brzuszek. Przekroczył próg z zadowolonym uśmiechem. 
- Cieszę się, że przyszedłeś. - chciała go pocałować lecz gwałtownie odchylił głowę. - Co jest? - zapytała.
- Nic - odparł - jak dasz mu na imię? - po chwili ciszy zadał pytanie.
- Chyba raczej jak damy - uśmiech nie schodził z jej twarzy - myślałam o tym, że jeżeli będzie to chłopczyk to będzie to imię po tatusiu czyli Bartosz, a jeśli córka... - przerwał jej.
-  Nie kłam!! Cały czas to robiłaś, ale wiesz co? Wydało się!! ZDRADZIŁAŚ MNIE!! Nie chcę Cie znać! A ja Cie tak kochałem... jak mogłaś mi to zrobić?! No jak?!  - sam sobie zadawał pytania.
Uśmiech z twarzy Sylwii momentalnie zniknął. Pojawiła się pierwsza łza. Poczuła ból w okolicy podbrzusza. 
- Bartek, ja Ci wszystko wyjaśnię. - mówiła trzymając się za brzuch.
- Ale tu nie ma co wyjaśniać! - wpadł w furię- jesteś zwykłą dziwką! puszczasz się na prawo i lewo!!
- Bartuś, to nie jest tak! - próbowała dotrzeć do niego Sylwia. 
- Weź przestań, daruj sobie! To jest już koniec. Bądź szczęśliwa! - wychodząc trzasnął drzwiami.
Uszły z niego emocje. Oparł się o drzwi i zaczął płakać. 
W tym samym czasie Sylwia nie wiedziała co się dzieje.  Co się dzieje z nią i jej dzieckiem. Ból brzucha się nasilał. Chciała podejść do stołu by zadzwonić do siostry, w połowie drogi zemdlała.

* u Iwony i Michała * 

 - Co ja najlepszego zrobiłam?! - łzy same spływały mi po policzkach - nie mogłam do tego dopuścić - spojrzałam na rozwścieczony wzrok Michała.
- Jak długo chciałyście to ukrywać, jak?! - zaczął na mnie krzyczeć.
- Myślałam, że tak będzie lepiej, dla niej i dla niego... -tłumaczyłam.
- Lepiej? Jak lepiej? Wychowywałby nie swoje dziecko! A co by było, gdyby to wszystko wydało się zdecydowanie później? - nie przestawał krzyczeć
- Ale nie krzycz na mnie! - mówiłam przez łzy
- Ok, przepraszam - przytulił mnie - wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli tam pojedziemy - przytaknęłam na jego propozycję.
Jadąc milczeliśmy. Po chwili Michał przerwał ciszę.
- Kto jest w ojcem? - spojrzał mi w oczy
- Mój najlepszy przyjaciel - powiedziałam odwracając głowę w stronę szyby
Michał przymknął oczy. Miałam wrażenie, że toczy wewnętrzną walkę. Nie chciał mnie ranić, więc swoje uwagi zachował dla siebie. Wysiadając z samochodu zauważyliśmy siedzącego na ławce Bartka, który zakrywał twarz dłońmi. Stanęliśmy nad nim, podniósł wzrok. Spojrzał to na mnie, to na Michała. Miał czerwone, podkrążone oczy. Wiedziałam, że cierpiał.
- Przepraszam... - powiedziałam i ruszyłam w stronę mieszkania Sylwii. Szłam szybkim krokiem, nie zwracałam uwagi na to, co mówi biegnący za mną Michał. 
- Sylwia! Sylwia! - wołałam dość głośno - Jezus Maria, Michał!!!! - krzyknęłam gdy zobaczyłam siostrę leżącą bezwładnie na podłodze.
- O cholera! Oddycha! - sprawdził jej puls - dzwonię na pogotowie, biegnij po Bartka!
- Ale... - spojrzałam na narzeczonego
- No już! Pogotowie? - zwrócił się do aparatu.
Pogotowie przyjechało po 3 minutach. Zrozpaczony Bartek siedział w kuchni przy stole. Płakał jak małe dziecko. Zrobiło mi się go żal. 
- Który z panów jest ojcem dziecka? - zapytał lekarz
- Ja jestem - podniósł się gwałtownie Bartek
- W takim razie zapraszam pana do karetki a z państwem spotkam się na miejscu. Jesteście rodziną tej pani? - zapytał doktor
- Ja jestem siostrą - ocierając łzę spojrzałam na lekarza
Wszystko działo się bardzo szybko. Szpital, płacz, ból, wielkie cierpienie. Wszystko się skumulowało, gdy wyszedł do nas lekarz. 
- Przykro mi, ale nie udało nam się uratować dziecka. - spuścił wzrok i odszedł.
Wybuchłam spontanicznym płaczem, wtuliłam się w Michała, tak mocno, ile miałam sił.
- Spójrz na Bartka - wyszeptał mi do ucha. Oderwałam się od Michała i ujrzałam Bartka, który stał w bezruchu a po policzkach wpływały mu łzy. Podeszłam do niego i przytuliłam go.
- To moja wina. - powiedział
- Nie, to nie jest Twoja wina. Wejdź do niej i pogadajcie. - dodałam mu otuchy. Bartek ruszył w kierunku sali, w której leżała Sylwia.

Rozdział VIII

ROZDZIAŁ  VIII

-Uważałam Cię za swojego przyjaciela - zaczęłam swój monolog, Michał spuścił wzrok... - nie przepuszczałam, że jesteś zdolny do tego, by zdradzić swoją rodzinę, Dagmarę. Podobno to kobieta Twojego życia! 
- Iwona, posłuchaj... - wciął się.
- Nie Michał! To Ty posłuchaj! - przerwałam mu. - żeby z moją siostrą?? Jak do tego doszło? - zapytałam - albo nie... nie chcę wiedzieć. - dodałam.
Usiadłam. Moja złość zdawała się ustępować, choć wszystko w środku paliło się, chciało wybuchnąć. Trzymałam się. To, że Michał zdradził Dagmarę jest niewybaczalne! Co z niego za człowiek, że posunął się do czegoś takiego? Mój najlepszy przyjaciel ojcem dziecka mojej siostry. Musiałam mu to powiedzieć...
- Sylwia jest w ciąży - powiedziałam w miarę spokojnie.
- COOOO?!!!! - zerwał się z miejsca i doskoczył do mnie. - Ale jak to możliwe??!! - zaczął krzyczeć na cały ośrodek.
- Nie udawaj, że nie wiesz, skąd się biorą dzieci! - wrzasnęłam na niego - obiecaj mi, że nikt się nie dowie. - dodałam już spokojniej.
*chwila ciszy*
-Obiecaj do jasnej cholery!!! - krzyknęłam.
- Obiecuję. - westchnął i usiadł ponownie na krześle wzdłuż zielonego stołu.
- Wiesz... jestem w stanie wybaczyć Ci wszystko. Ale nie zdrady! Nigdy! - wyszłam trzaskając drzwiami.

***

Został sam. W jego głowie kłębiły się wszystkie myśli. Nie wiedział co będzie dalej. Co z nim, co z jego rodziną i co z Sylwią. Zadawał sobie pytania nie mające jakiejkolwiek odpowiedzi. Zdawał sobie sprawę, że skrzywdził najbliższą jego sercu osobę a także i Sylwie. Wiedział to już w tedy, gdy wylądowali w łóżku po wcześniejszym spożyciu dużej ilości alkoholu. Przecież z żoną byli tacy szczęśliwi, tacy zakochani w sobie! Michał budził się koło szczęścia każdego dnia, kładł się spać otulony szczęściem, kroczy przez życie będąc najszczęśliwszym facetem na ziemi. W życiu bym nie przypuszczała, że on może coś takiego zrobić! Ale stało się. Nic już nie zrobi. Ale czy nie zamęczy go sumienie? Przecież mógłby kochać to dziecko tak samo jak Oliwiera. Wiedział dokładnie o tym, że wybierając nieślubne dziecko, stracił by na zawsze to, o co tak długo walczył - rodzinę.

***

Szłam oświetlonym korytarzem. Siatkarze mijając mnie uśmiechali się. Nie miałam siły odwzajemniać im tego uśmiechu. Myślałam o czymś innym.... raczej o kimś innym. Bolało mnie to bardzo. Chciałam wrócić do domu, do Sylwii, podtrzymać ją na duchu. Potrzebowała mnie teraz bardziej niż kiedykolwiek. Potrzebowała mnie bardziej niż ci przeklęci siatkarze...
- Aaaaa! - nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w ciemny zaułek korytarza. - zostaw, proszę! - zdołałam wydukać. 
- Witaj aniołeczku! Co słychać? - z udawaną delikatnością powiedział Bartman. Próbowałam wyrwać się z jego uścisku ale zbyt mocno jego dłonie powstrzymywały moje nadgarstki. Przyparł mnie do ściany.
- Czego chcesz? - starałam się być twarda.
- Jak to? Nie wiesz? Dokończymy to, co zaczęliśmy we Włoszech. - wyraz jego twarzy tym razem był okrutny i pewny siebie.
W pełni oświetlonym korytarzu było słychać rozmowy siatkarzy. Chciałam krzyknąć "pomocy" ale dłoń Bartmana przysłaniała mi usta. Usłyszałam głos dwóch Michałów.
- Nie widziałeś Iwony? - z wielkim zdenerwowaniem zapytał Winiarski.
- Nie, a stało się coś? - z przymrużeniem oka powiedział Bąku.
- Muszę z nią pogadać. Zadzwonię do niej. - powiedział. W tym samym momencie Bartman kazał mi wyłączyć telefon. Nie chciałam tego zrobić. Sam więc wyciągną telefon z kieszeni i go wyłączył. 
- A to za nieposłuszeństwo! - dostałam od niego w twarz.
- Wyłączony! - zrezygnowany Winiar oznajmił
- Może poszła na spacer, albo gada z Justyną. Co się martwisz! -rzucił Bąku i ruszył w stronę swojego pokoju.
- Gdzie on jest?! - drzwi od pokoju otworzyły się i wypadł rozwścieczony Ruciak. - Bartman, do cholery! Telefony nosi się przy sobie!  - zobaczył zdenerwowane oczy kolegów z drużyny.
- Jasna cholera! - krzyknął Bąku - nie ma go u siebie? - zadał głupkowate pytanie.
- A jak myślisz? - złapał się za głowę Ruciak. Winiar spojrzał na Bąkiewicza.
- Czy Ty myślisz o tym samym co ja? - rzekł do niego.
- Musimy ją znaleźć. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Nie daruję sobie tego, gdyby miało coś jej się stać. - mówił na jednym wydechu Bąku. - wszyscy, którzy wiedzą jaka jest sytuacja do pokoju 117! JUŻ!! - krzyknął i wszedł do pokoju obok.

***

Bartman ciągnął mnie długim korytarzem. Nie znałam tej części ośrodka. Czułam jak tracę orientację. Na drzwiach, które otworzył zamaszystym ruchem przeczytałam "składzik sportowy". W środku walało się mnóstwo materacy, piłek, porozrzucanych siatek, rowerów...
- No to się zabawimy! - powiedział z szerokim uśmiechem i pchnął mnie na pobliski materac. Nie mogłam panikować. Musiałam racjonalnie zaplanować każdą chwilę. 
Zaczął się zbliżać do mnie. W tym momencie momentalnie wyprostowałam nogę i kopnęłam go w przyrodzenie.
- Ocipiałaś?? - zdenerwowany wykręcił mi rękę do tyłu. 
- Ałaaa! To boli! - krzyknęłam. Łzy napłynęły mi do oczu. Nos bolał i teraz jeszcze ta ręka. 
- Trzeba było szybciej o tym pomyśleć. - wziął skakankę i związał mi ręce po czym wziął za szczękę i przyssał się do moich ust. Próbowałam się wyrwać. - oj nie udawaj takiej niedostępnej! - rozerwał mi bluzkę.
- Proszę, zostaw mnie! Nikomu nic nie powiem.... - błagałam ale on był nieugięty.
Zaczął rozpinać rozporek. "Ale obleśny" - pomyślałam.
Potem wszystko samo jakoś się potoczyło.
- Zobaczmy, czego jeszcze się nauczyła ta dziewczyna przez te lata - powiedział.
Spojrzał w moje oczy otoczone przyzywającym „kocim” makijażem. Widział w nich przerażenie, błaganie i bezsilność. To w połączeniu moim delikatnym ciałem, wijącym się przy nim, ocierającym się, pachnącym perfumami, dawało mu poczucie zwierzęcej dominacji.
Napawał się moją bezsilnością, obserwując cały czas moje coraz bardziej zamglone oczy. Duża, ciepła dłoń dotknęła mojego uda. Pomimo żelaznego uścisku, drgnęłam. Ciepły dotyk przemieszczał się nieustępliwie do góry. Było w tym trwaniu jakieś wyczekiwanie, pokusa, bezwład. Sekundy wydawały się wiecznością.
Czułam jego energiczne i bolesne pchnięcia. Po udach spływała mi krew. 
Miałam dość. Czułam do siebie obrzydzenie.
Gdy już było po wszystkim ubrał się i od niechcenia rzucił:
- No to pa kochanie... powtórzymy to jeszcze kiedyś.
Wyszedł,  zostawiając mnie tam samą, zapłakaną, nagą i zakrwawioną...


* w tym samym czasie *


- Więc jaka jest sytuacja? - zaczął Winiarski - nie informowaliśmy nikogo więcej i niech tak pozostanie. Zaczniemy od razu poszukiwania. Ja z Bąkiem pójdziemy do lasu a później korytarz wokół hali. Mariusz z Justyną zrobicie I piętro, recepcję i poszukacie jej w pokojach, może u któregoś się zasiedziała. Daniel, Bartek i Kuba przeszukają dwa ostatnie piętra - kończąc ostatnie słowa wyszedł. Rozdzielili się na korytarzu.


* U Mariusza i Justyny *


- Zabiję go, jeżeli coś jej zrobił! - cichym głosem powiedziała do siebie Justyna.
- Hej, młoda! Nie łam się, będzie dobrze! - pocieszał ją Mariusz obejmując ramieniem. 
Sprawdzili całe I piętro, od pokoju masażystów po siłownię i pokoje siatkarzy, zajrzeli także do pokoju 117. I nic. Stwierdzili, że pomogą reszcie.


* U Bąka i Winiara *


Szli alejką leśną zaglądając w każdy krzak i każde drzewo. Nic. Ani śladu. Jak kamień w wodę. 
- Nie daruję sobie, jeśli coś jej się stanie! Nie daruję! A Bartmana zajebię!! Co z niego za facet?? - mówił Bąku.
- Nie kracz, proszę Cie! - zatrzymał się Winiar. 
- Obiecałem, że nikt już jej nie skrzywdzi. - ciągnął Bąku.
- Będzie dobrze. - poklepał Winiar przyjaciela po ramieniu i ruszyli dalej.


* U Daniela, Bartka i Kuby * 


- I co? Macie coś?! - krzyknął Daniel do reszty
- Nic! Jak jej nie było tak jej nie ma. - krzyknął Kuba z końca korytarza.
- To co, dzwonimy do Michała i mówimy jak jest. - kontynuował Daniel.
- W porządku.  - wtrącił Bartek i poszedł dalej.
Daniel kończył rozmowę z Bąkiewiczem. Przytakiwał tylko z grzeczności w końcu dodał:
- Ok, to pójdziemy w stronę hali. 
Poszli. W drodze wpadli na wychodzącego od doktora Bartmana.
- Ty skurwielu!! Gdzie ona jest???! - wyskoczył na niego Bartek
- Stary, gdzie z tymi łapami co? - odepchnął go od siebie - o kim mówisz? - udał zdziwienie.
- Gdzie jest Iwona?? - Daniel stanął przed Bartmanem uspokajając Kurka.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Ja wyjeżdżam. Macie mnie już z głowy. Z kontuzją nie ma sensu grać. To na razie. - odchodząc pomachał im.


***

Męska trójka idąc w stronę hali spotkała Justynę i Mariusza. 
- I co? - spytał Kuba
- I nic? - odpowiedziała Justyna opierając się o ścianę.
- To robimy tak - wtrącił Mariusz - ja z młodą pójdziemy ma halę i zrobimy wszystkie składziki sportowe a wy przeszukajcie stołówkę.
- Ok, ale ja idę z wami - powiedział Daniel uśmiechając się do Justyny.
Szli w milczeniu. Od czasu do czasu spoglądali na siebie. 
Mariusz otwierając drzwi jednego ze składzików stanął jak wryty...
- O Boże.... - wydusił z siebie.
- Co jest? - ciekawska Justyna próbowała dostać się do środka
Mario dał znać Danielowi, by jej nie wpuszczał, ale ona i tak dostała się do środka.
- NIEEE!! - krzyknęła i usunęła się na ziemię. Rozpłakała się. Zaczęło do niej docierać co się tutaj wydarzyło. Miała świadomość, że jej najlepsza przyjaciółka strasznie cierpiała. 


sobota, 7 maja 2011

Rozdział VII

ROZDZIAŁ  VII

Zebrała się tajna narada. Zastanawiałam się, co takiego wymyślił Michał. Nie chciał nic mówić na ten temat. Po incydencie z Bartmanem zasnęłam. A Michał? Michał trzymał mnie cały czas za rękę, aż do momentu, gdy się obudziłam. Te wspomnienia trwały we mnie do końca obrad.
- To jest jedyny, sensowny pomysł. Iwona będzie czuła się bezpiecznie a Winiar będzie miał na oku siostrę.  - tłumaczył Bąku a Justyna wybuchnęła śmiechem ale gdy zobaczyła minę Winiara od razu spoważniała.
- Do rzeczy Miki, do rzeczy. Późno już! - poganiał przyjaciela Daniel Pliński.
- A więc Iwona przeniesie się do naszego pokoju a Justyna do Winiara. Będziemy musieli dopilnować, żeby Bartman się nie zorientował i tutaj jest rola dla Jarosza i Kurka. Będziecie stać na czatach. Początkowo dziewczyny będą wchodzić do swojego pokoju, ale gdy Bartman z Ruciakiem wejdą do siebie, to wy przejdziecie do naszych pokoi. - tłumaczył Bąku.
- Dobra Michał, to jest oczywiste, że trzeba dziewczynie pomóc, ale co ze mną i Mariuszem? - zapytał Daniel.
- Wy nie zmienicie swojego położenia - Bąku uśmiechnął się cwaniacko.
- Ale zaraz, zaraz! W każdym pokoju są przecież dwa łóżka! - wkroczyła do akcji zdezorientowana Justyna.
Siedziałam cicho wsłuchując się w rytmy ich głosów. Były ciche, stopniowo narastały i narastały, co wybiło mnie z zamyślenia, pozwoliłam więc sobie zabrać głos.
- Cicho, teraz ja mówię! - krzyknęłam a tłum zamilkł. - skoro nasz pokój będzie pusty to niech tam przenie się pan Daniel z panem Mariuszem. No chyba, że zmieniliście zdanie? - złapałam za rękę Justynę i zamknęłam oczy, jakbym obawiała się reakcji chłopaków.
- Ok, tak może być - uśmiechnął się Daniel, podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu. - mów mi Daniel - powiedział, po czym odwzajemniłam jego uśmiech.
Rozeszliśmy się do swoich pokoi.

***

Kolejne dni mijały dość spokojnie. Bartman tak jakby mnie unikał, nie zwrócił uwagi na kombinacje z pokojami ani na fakt, że rzadko z nim pracowałam, choć powinnam. Chłopcy po ciężkim treningu odprężali się grą w karty lub play station. Ja z Justyną byłam wiecznie zajęta. Robiłyśmy rozpiski zawodników, wystawiałyśmy oceny za ich pracę, miałyśmy bardzo mało czasu dla siebie, ale nam się to podobało. Ważne było dla mnie, że byłam blisko Michała, że czułam się bezpiecznie. 

***

Siedzieliśmy sobie z Michałem i kilkoma chłopakami w "naszym" pokoju śmiejąc się wniebogłosy. Z błogiego stanu wyrwał nas Krzysiek Ignaczak z kamerą.
- Znajdujemy się teraz w pokoju Daniela i Michała B. Jak widać, panuje u nich całkowicie rodzinna atmosfera - najechał na zebranych swoim sprzętem - o a tutaj jest Gregor zwany MacGregorem. O i nasza pani psycholog. Może powie pani do kamery, jak się pani z nami pracuje? - powiedział z rozbrajającym uśmiechem.
- Jeśli mam być szczera, to nie pracowałam do tej pory z gorszą grupą - mówiłam z poważną miną - nie zwracanie uwagi na zasady ogólnie tutaj panujące. Jesteście niezdyscyplinowani i punktualni.
Wszyscy zamilknęli i wpatrywali się we mnie a ja... wybuchnęłam śmiechem!
- Ha ha ha! Ej, taki żart! - powiedziałam.
- Wytnie się. - powiedział Krzysiek i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Na stos z nią! - krzyknął głos za moich pleców.
- I ty Brutusie przeciwko mnie? - udałam obrażoną i rzuciłam poduszką w Kurasia
- Za co?! - krzyknął oburmuszony.
- Ty już wiesz, za co! - odparłam mu.
Do pokoju wpadł Krzysiek Stelmach i zarządził im lekki trening z racji ich nagannego zachowania.
Ja z Justyną zachęcone zapachem zupy pomidorowej udałyśmy się na stołówkę.
Zadzwonił telefon. To Sylwia. Od razu się ucieszyłam! 
- No cześć Słońce! Co tam? Jak Ci się żyje beze mnie? - zapytałam uradowana.
- W porządku. - bez entuzjazmu w głosie odpowiedziała siostra.
- Nie sądzę. Gadaj co się dzieje. 
- Jestem.... jestem w ciąży. - odpowiedziała i wybuchnęła płaczem.
- Jak to jesteś w ciąży?! - totalnie zaskoczona zaczęłam swój wywód. 
- Nie wiesz skąd się borą dzieci? - zaśmiała się
- JESTEŚ W CIĄŻY! To wspaniale! - udałam radość.
- Nie udawaj tej radości, za długo Cię znam, by się na to nabrać. - odparła. - Co teraz będzie??
- A co ma być? Urodzisz dziecko i będzie dobrze. Powiedziałaś już Bartkowi? - spytałam delikatnie.
- Nie, bo widzisz... heh to chyba nie jest jego dziecko...
- Co??? Ale jak to??? Do jasnej cholery co Ty sobie wyobrażasz??! Puszczasz się z byle kim na prawo i lewo mając tak wspaniałego faceta jakim jest Bartek?! Co ci odbiło? Kto to jest?! - krzyczałam, puściły mi nerwy.
- Nie mogę Ci powiedzieć... - łkała do słuchawki.
- Słuchaj, płacz tu teraz nic nie pomoże. Trzeba iść dalej. Głowa do góry, cycki do przodu! Ej Skarbie, pomogę Ci! Tylko musisz mi powiedzieć, kto to jest. - mówiłam już znacznie spokojniej.
- Jakby Ci to powiedzieć... eh... on jest żonaty... - opadły mi ręce!
- Świetnie... a jak brzmi jego nazwisko? - starałam się być spokojna.
- Michał... Michał Winiarski. 
Rozłączyła się.
A ja poczułam, jakby ktoś dźgnął mnie nożem w plecy. Zastanawiałam się co teraz będzie z Sylwią, Michałem a przede wszystkim z Bartkiem. "On nie może się dowiedzieć" - pomyślałam i napisałam smsa do Sylwii:
"Gdyby się waliło 
i paliło, Bartek
nie może się
o tym dowiedzieć!
Pomogę Ci, 
tylko przez 
najbliższy czas
siedź cicho.
Jeszcze się
wszystko ułoży!"
Skończywszy pisać smsa zobaczyłam jak siatkarze wracają z treningu. 
- Winiarski!!!!! - krzyknęłam i omal nie wyplułam sobie płuc.
- Oho, matka osa się wkurza - o dziwo wszyscy znaleźli się na stołówce.
- Czy wy wszyscy macie na nazwisko WINIARSKI?? 
- No ja teeeeż! - krzyknęła Justyna przedzierając się wzdłuż siatkarzy. Jak zawsze wyglądała nieziemsko!
- Michał siada, reszta WON! - wyprosiłam ich ze stołówki - tacy młodzi, ze słuchem niby w porządku a nie rozumieli prostego zdania, wynocha ze stołówki!  - zamknęłam za nimi drzwi.
Rozpoczęło się przesłuchanie. Winiar najwidoczniej wiedział co się kroi.


wtorek, 3 maja 2011

Rozdział VI

ROZDZIAŁ  VI

Wszyscy siedzieli w salce konferencyjnej. Gdy weszłyśmy szmery ucichły. Usiadłyśmy za długim stołem obok trenerów. Jeden z nich, ten pierwszy, Castelani, zaczął mówić coś po włosku, potem głos przejął Krzysiek.
- Panowie, przed nami dużo pracy. W codziennych obowiązkach pomogą nam panie: Iwona Winiarska i Justyna Adamska, przyszłe panie psycholożki. - dodał po czym rozległy się brawa. Zobaczyłam zdezorientowane spojrzenie Michała, który był tak zaskoczony, że nawet nie zauważył jak puściłam mu oczko.
- Chcą panie coś powiedzieć? - spytał Krzysiek.
- Tak, że panowie dostosują się do pracy z nami. Zależy nam na punktualności i dyscyplinie. Dziękuję. - powiedziałam wpatrując się teraz w minę Winiara, była rozbrajająca. Zerknęłam na Justynę, była przerażona.
- On mnie zabije! - wyszeptała mi na ucho po czym wyszła z sali.
Jeszcze tego brakowało żeby Justyś załamała się psychicznie. I to w dodatku przez swojego brata. No cóż, trzeba będzie nad tym popracować.
Siatkarze zaczęli wychodzić. Uniosłam wzrok i zobaczyłam pytający wzrok Zbigniewa Bartmana. Uśmiechnęłam się niepewnie, mając nadzieję, że mnie nie rozpozna. Odwzajemnił uśmiech i wyszedł. "Uff, co za ulga!" - pomyślałam i wyszłam za chłopakami.
Szłam oświetlonym korytarzem podziwiając dyplomy na ścianach. Myślałam o Michałach, którzy widocznie nie byli zadowoleni, że przyjechałyśmy tutaj. Nagle złapał mnie ktoś za nadgarstek
- Aaaaa! - krzyknęłam ale czyjaś ręka zatkała mi usta. W końcu przed sobą zobaczyłam... Winiara i Bąka!
- Co wy do jasnej cholery... - pokazali mi, abym była cicho, obniżyłam ton głosu - co wy do jasnej cholery wyprawiacie? - zapytałam rozwścieczona.
- My? My?!!! - złościł się Miki - co WY tutaj robicie?! - dodał.
- No właśnie!! - wkurzył się Winiar.
- No my... no... tutaj pracujemy. - wyjąkałam. '
Wytłumaczyłam im wszystko, jak się tutaj znalazłyśmy. Powiedziałam nawet o Bartmanie, że mnie nie poznał. Wymyśliłam jakąś bajeczkę na temat Justyny, że "źle się czuła", bo niby co miałam powiedzieć, że wyszła z sali? Bo się bała starszego brata? "pójdę kiedyś do piekła" - pomyślałam.
Wszyscy ruszyliśmy w kierunku naszych pokoi.
Okazało się, że Michał dzieli pokój z Danielem Plińskim zaraz obok naszego, a Winiar zaraz naprzeciwko z Mariuszem. Byłam zadowolona, że mam ich tak blisko siebie. Ale z drugiej strony pokój z numerem 116 zajmował nie kto inny jak Bartman z Ruciakiem. "Super" - pomyślałam i poszłam wziąć zimny prysznic. Z mojego relaksu wybiło mnie pukanie do drzwi.
- Justyna! Otwórz! - krzyknęłam zakładając ręcznik lecz ona nie odpowiadała a pukanie nie ustawało. "No tak, poszła do Winiara" - pomyślałam. Otworzyłam drzwi a w nich zobaczyłam jego! "Boję się" - pomyślałam ale zmusiłam się do uśmiechu. 
- Słucham pana? - powiedziałam najbardziej spokojnie jak się dało.
- Nie udawaj Siwa, że mnie nie pamiętasz. - na jego usta wbił się uwodzicielski uśmiech, zaczął wchodzić do pokoju. - Nic się nie zmieniłaś. Nogi dalej masz nieziemskie! I te Twoje ciemne, cudowne włosy... mmm.... - dotknął ich delikatnie.
- Wynoś się! - krzyknęłam starając się jednak zachować opanowanie.
- Oj skarbie, nie ładnie. - ucałował mnie w policzek i uchylił ręcznik by zobaczyć moje piersi.
- Wynoś się!!! - krzyknęłam donośniejszym głosem. Do pokoju wpadł Bąkiewicz z Plińskim. Zaczęły mi po policzku spływać łzy.
- Pani cie prosi, abyś wyszedł - powiedział ze spokojem Daniel wskazując palcem na drzwi wyjściowe. Wyszedł.
- Iwona, w porządku, już jest dobrze- Michał mnie przytulił. Wyczuwałam u niego wielkie zdenerwowanie i złość. - Dzięki Daniel! - uścisnął mu dłoń.
- Żaden problem przyjacielu - Daniel uśmiechnął się do nas po czym wyszedł.
- Michał! Ja chcę do domu! - mówiłam patrząc mu w oczy ocierając przy tym swoje łzy.
- Skarbie nie możesz. Jesteś nam potrzebna, słyszysz?! - wziął moją twarz w swoje dłonie - dasz radę! Jesteś silna! - przekonywał.
- Nie dam rady... - przytuliłam się do niego.
- Dasz i ja Ci w tym pomogę! - wygiął usta w cwaniackim uśmiechu - mam pewien pomysł, tylko musimy w to wtajemniczyć kilka osób - dodał.
- Kogo? I o co chodzi? - podniosłam głowę.
- O Twojej sytuacji z Bartmanem wiem ja, Justyna, Winiar... - wyliczał.
- I Bartek Kurek - dodałam.
- Tak i Bartek - powtórzył za mną - musimy powiedzieć Danielowi, Mariuszowi i Kubie. Inaczej nici z planu.
- Dobrze Skarbie. - pocałowałam go namiętnie w usta.